15
listopada to dzień szczególny dla mojej Alma Mater - dzień upamiętniający inaugurację działań uczelni, w którym wraz z
najlepszymi życzeniami dla społeczności akademickiej Uniwersytetu
Wrocławskiego dzielę się refleksją o korzeniach historycznych.
Zajmowanie
się dydaktyką przedmiotową, szczególnie w zakresie fizyki, nigdy nie
należało do zadań podejmowanych przez rzesze naukowców. Często także
spotykało się z otwartą niechęcią zacnych fizyków badających otaczający
nas świat metodą naukową. Rzekomo dlatego, że bliżej badaniom w obrębie
dydaktyki fizyki do nauk pedagogicznych niż do nauk przyrodniczych - co
prawdą jest - ale jak skutecznie i ciekawie uczyć fizyki nie znając jej
dogłębnie? Nie będąc fizykiem? Mamy więc dysonans, który na mnie
podziałał jak magnes - uczynił tematykę jeszcze bardziej interesującą.
Od momentu, gdy - wbrew zdrowemu rozsądkowi i docierającym z zewnątrz
sygnałom - postanowiłem zająć się dydaktyką fizyki na poważnie,
próbowałem znaleźć racjonalne wytłumaczenie tej obserwowalnej, jednak
głównie w naszym kraju, niechęci - dystansu fizyków. A im jestem
starszy, tym więcej znajduję powodów do dziwienie się temu, co w obrębie
nauczania i uczenia się fizyki wydarzyło i wydarza się dzisiaj.
I
nie będę teraz zajmował się oczywistościami - rozpaczał, że brakuje
studentów, żalił się, że ze świecą szukać nauczycieli fizyki, rwał
włosy, że nikt lekcji fizyki dobrze nie wspomina. Wrócę do korzeni - do
tego, co o obserwacjach najmłodszych pisali Jean Piaget i Janusz
Korczak. Jak głosi obiegowa opinia, którą pierwszy raz usłyszałem z ust
dr. Stanisława Jakubowicza "jeśli chcesz dobrze nauczyć Jasia fizyki
musisz znać fizykę, ale musisz też znać Jasia!"
Po
pierwsze "wiemy oczywiście, że doświadczenie jest zawsze uwarunkowane
przez hipotezy, które je zrodziły" [1], dlatego ograniczać winniśmy się
tylko do opisywania samych faktów. Przypomnijmy sobie zatem, co jeszcze
przed II wojną światową o dzieciach pisano w opracowaniach badawczych, a
co wydaje się nader aktualne dziś.
Współczesną
komunikację zdominowały media elektroniczne, ale czy sposoby wyrażania
się w mediach odbiegają od mowy egocentrycznej najmłodszych? Przyjrzyjmy
się za Piaget tzw. mowie uspołecznionej, którą można podzielić na:
- informowanie przystosowane - gdy dziecko dzieli się swoimi myślami
lub informuje o rzeczach, które je interesują i potencjalnie mogą mieć
wpływ na jego postępowanie;
- krytykowanie i drwiny - gdy dziecko formułuje uwagi nt. tego co
dzieje się wokół, a uwagi te mają na celu przekonanie odbiorcy i funkcja
ta przeważa nad informowaniem, choć kluczowy w rozróżnieniu jest
kontekst wypowiedzi;
- rozkazy, prośby i groźby - gdy oddziaływanie indywidualne dziecka na inne dziecko jest wyraźne i ściśle określone;
- pytania - gdy formułowanie myśli ma celu zdobycie konkretnych informacji i jest ukierunkowane i celowe;
- odpowiedzi - gdy dziecko staje się świadomą stroną w dialogu, w uproszczeniu odpowiada na pytania do niego kierowane.
Rozważanie trafności i celowości takiej klasyfikacji dziś jest karkołomnym zadaniem. Niejedna praca poświęcona psychologii dziecka ukazała
się od czasów Piaget, ale wszystkie one były efektem obserwowania
dzieci. I to obserwowanie, ściślej umiejętność postrzegania i syntezy
działań najmłodszych w kontekście ich rozwoju - uczenia się - leży u
podstaw badań edukacyjnych. Szczególnym obserwatorem dzieci -
nauczycielem, który próbował zrozumieć i poddać refleksji codzienną
praktykę nauczycielską był Janusz Korczak [2]. Ileż pytań o niemal każdy
krok, gest ucznia w szkole stawiał nasz rodak i co szczególnie ważne
robił to już ponad 100 lat temu! I co smutkiem napawa, pisał o rzeczach,
które dziś nadal aktualnymi się wydają, chociażby o:
- sposobie i języku jakim nauczyciel komunikuje się z uczniami;
- warunkach pracy, dyscyplinie i organizacji zajęć;
- autorytecie;
- wiedzy naukowej i potocznej.
Nad tym wszystkim rozpościerają się kwestie nadrzędne obejmujące:
- lekceważenie - nieufność;
- niechęć;
- prawo do szacunku;
- prawo dziecka, by było, czym jest [3].
"Szacunek dla bieżącej godziny, dla dnia dzisiejszego. Jak
będzie umiało jutro, gdy nie dajemy żyć dziś świadomym, odpowiedzialnym
życiem? (...) Sprawdza się przepowiednia: wali się dach, bo zlekceważono
fundament budowli." pisze Korczaka, a słowa te jak ulał pasują do trudu
edukacyjnego dziś.
Można
pomyśleć, że nie miejsce i czas na zastanawianie się nad obserwacjami
poczynionymi wśród dzieci wiele lat temu, jednak, gdy dobrze wsłuchać się
w relacje i opisy problemów współczesnych nauczycieli wyraźnie widać,
że nadal nie dało się nam wykorzystać tej wiedzy do planowania działań
edukacyjnych. A przecież chcielibyśmy widzieć je jako element spójnego,
nowoczesnego i przede wszystkim skutecznego procesu nauczania - uczenia
się.
Bez refleksji nad wynikami badań edukacyjnych nie wyobrażam sobie zmian na lepsze.
[1] J. Piaget, Mowa i myślenie dziecka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, str. 27
[2] J. Korczak, Momenty wychowawcze, Rzecznik Praw Dziecka, Warszawa 2017, str. 10
[3] J. Korczak, Prawo dziecka do szacunku, Dom Wydawniczy "Verbum", Rypin 1996