Trawa 32 Zjazd Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych, który odbywa się w moim mieście - Wrocławiu. Nie byłbym sobą, gdyby nie wziął udziału w tym wydarzeniu, a co więcej nie zaproponował aktywności dla uczestników.
Jednak post ów to pokłosie tego, co wydarzyło się przed rozpoczęciem Zjazdu. Instytut Badań Edukacyjnych poinformował, że wybrano już członków zespołów, które będą przygotowywać propozycje nowych podstaw programowych przedmiotów szkolnych. W przeddzień rozpoczęcia Zjazdu dowiedzieliśmy się, że plany reformy przewidują zmiany w liczbie godzin zajęć przyrody oraz przedmiotów przyrodniczych - chemii, biologii, geografii oraz fizyki w szkole podstawowej. Co warte podkreślenia łączna liczba tego rodzaju zajęć wzrośnie do 21 godzin (z 20). Będzie jednak rozdzielona na przyrodą w klasach od IV do VI oraz przedmioty przyrodnicze w klasach VII i VIII. Czeka nas zatem 3h przyrody w każdej z klas oraz po 2 godziny biologii, geografii oraz 1 godzinie chemii i fizyki w klasie VII oraz po 1 godzinie biologii, geografii oraz po 2 godziny chemii i fizyki w klasie VIII. To właśnie wywołało masę krytycznych głosów, szczególnie na forach nauczycielskich, bo w porównaniu do obecnego stanu "posiadania" przedmioty te będą miały do dyspozycji godzinę mniej.
Nie jestem specjalnie zdziwiony ani takim obrotem spraw, czyli zmianą proporcji liczby godzin, ani lawiną narzekania i wylewem propozycji alternatywnych scenariuszy. Wiem jednak (głównie na podstawie doświadczenia w pracy dla MEN), że nic to nie da. I nie będzie to wina autorów podstaw programowych, których pracy dopinguję i liczę, że efekty będą najlepsze w warunkach, w jakich przyjdzie im pracować.
Jednak dziwi mnie stale zarówno język, jak i styl wypowiedzi komentujących to, co dzieje się w związku z reformą. Brak zrozumienia argumentów, zacietrzewienie, a nieczęsto brak podstawowych zasad dyskursu porażają. Gdyby energię tę poświęcić na pracę z uczniami w czasie jaki mamy w szkołach pożytek byłby zdecydowanie większy. Nie jestem zaangażowany bezpośrednio w prace tej reformy, ale dopinguję jej, bo jest zbieżna z tym, co o uczeniu się niejednokrotnie pisałem m. in. apelując o STEM, umiejętnościach XXI wieku, dociekaniu, nauczaniu międzyprzedmiotowym.
Wierzę, że skonstruowanie od nowa podstawy programowej przyrody w szkole podstawowej stwarza ogromne szanse także dla fizyki. Dobrym prognostykiem takiego obrotu spraw jest obecność w zespole Dagmary Sokołowskiej - fizyczki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, której nauczanie fizyki jest niezwykle bliskie. To światowej klasy dydaktyk i z pewnością dołoży starań, by formalnie fizyki było zdecydowanie więcej i mądrzej niż dotychczas.
Podzielę się jeszcze jedna refleksją - reformowanie rządzi się w Polsce regułami, które wydają się - niestety - zapominać o tym co było. Niemal 8 lat temu pisałem między innymi o tym, że w IBE należy stworzyć zespoły odpowiedzialna za stałe reformowanie tego, co zmienia się w szkole. I miało to miejsce przy okazji odpowiadania na zarzuty po reformie. I bardzo dobrze, że tak to teraz wygląda, choć wszyscy wydają się odkrywać koło.